Dynia pojawiła się bez konsultacji
Dynia na stoliku mi nie przeszkadzała. Papierowe nietoperze też mogłam znieść. Potem człowiek wyjął kapelusz w moim rozmiarze.

Jedna dynia na stoliku.
W poniedziałek na stoliku stała dynia. Podeszłam, obwąchałam i usiadłam naprzeciwko. Człowiek patrzył na nas z kanapy. Dynia nic nie robiła. Ja też nic nie robiłam, ale mnie przynajmniej było za co pogłaskać.
Zapytał, czy mi się podoba. Nie miałam jeszcze zdania. Była duża, nie zajmowała mojej poduszki i nie wydawała dźwięków. Jak na rzecz przyniesioną przez człowieka zapowiadała się całkiem dobrze.
Plan zaczął zajmować ściany.
We wtorek były już trzy dynie. Nad półką zawisły papierowe nietoperze, a człowiek rozciągał pajęczynę przy zasłonie. Jeszcze w sobotę usuwał stamtąd prawdziwą. Widocznie przeszkadzało mu tylko to, że była za darmo.
Nietoperz odpadł dwa razy. Za każdym razem człowiek wchodził na stołek i przyklejał go wyżej. Oglądałam z poduszki. W końcu powiedział „teraz jest strasznie”. Mnie najbardziej niepokoił stołek. Trochę się chwiał, a zbliżała się pora kolacji.

Jeszcze w sobotę usuwał stamtąd prawdziwą pajęczynę. Widocznie przeszkadzało mu tylko to, że była za darmo.
Dla mnie też coś przygotowano.
W środę człowiek wyjął mały fioletowy kapelusz. Oglądał mnie i kapelusz na zmianę, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o uszach. Potem sięgnął po telefon. Zostałam na poduszce, ale przestałam udawać, że śpię.
Powiedział, że będę wyglądała uroczo. Byłam pewna, że tę sprawę mamy już załatwioną. Kiedy uniósł kapelusz nad moją głową, cofnęłam się. Zatrzymał rękę. „Tylko na chwilę”. Poszłam za fotel. Chwila mogła odbyć się beze mnie.
Znaleziono ochotnika.
W czwartek kapelusz wciąż leżał na stoliku. Człowiek podniósł go, popatrzył na mnie i założył największej dyni. Pasował. Dynia nie miała uszu, co znacznie ułatwiało współpracę. Zdjęcie udało się od razu.
Wróciłam na poduszkę. Człowiek przesunął dynię tak, żebym też zmieściła się w kadrze. Tym razem zostawił miejsce, zamiast wołać. Zostałam. Dynia miała kapelusz, ja miałam wybór. Nareszcie wszyscy dostali coś odpowiedniego.
Werdykt Fredzi
Bez kapeluszaWieczorem człowiek wysłał zdjęcie. Ktoś zapytał, dlaczego kot nie ma przebrania. Odpisał „nie chciała”. Cała rozmowa zamknęła się w tych dwóch słowach. Gdybym wiedziała, że potrafi tak krótko wyjaśniać sprawy, wcześniej składałabym więcej uwag.
Przed snem zdjął dyni kapelusz. Mnie o nic nie pytał. Zostałam na poduszce jeszcze długo po zgaszeniu światła. Najlepsze miejsce na imprezie miałam wtedy, kiedy mogłam z niej wyjść.
