Jesień nie wymaga nowej osobowości
Człowiek kupił pled, kubek i notes. Tej jesieni zamierzał zostać spokojniejszą osobą. Ja zaczęłam od zajęcia pledu.

Człowiek wrócił z jesienią.
Zaczęło się od deszczu. Człowiek popatrzył przez okno, westchnął i poszedł na zakupy. Wrócił z pledem, kubkami w liście, trzema dyniami i notesem. Najwyraźniej na deszcz można wydać całkiem sporo pieniędzy.
Powiedział, że robimy jesienny klimat. Podczas gdy rozpakowywał torby, obejrzałam dynie. Jedna była zwyczajna, dwie miały kolor kanapy. Żadnej nie dało się otworzyć jak saszetki. Usiadłam więc na torbie. Nie chciałam, żeby cały zakup poszedł na marne.
Kanapa dostała nowe obowiązki.
Stary koc zniknął w szafie. Nowy pled człowiek rozłożył na kanapie, wyrównał frędzle i cofnął się o krok. Weszłam na środek. Powiedział „Fredzia, poczekaj”. Na co? Pled leżał, kot przyszedł. Wszystko odbywało się w prawidłowej kolejności.
Próbował jeszcze wyciągnąć spod mojego brzucha zagięty róg, ale przymknęłam oczy. Po chwili zrozumiał, że rozpakowywanie zostało zakończone. Poszedł zrobić herbatę w kubku z liśćmi. Stare kubki widocznie nie wiedziały, jaki mamy miesiąc.

Pled leżał, kot przyszedł. Wszystko odbywało się w prawidłowej kolejności.
Plan odpoczynku zajął całą stronę.
Człowiek kupił notes, żeby więcej odpoczywać. Na pierwszej stronie zapisał, co musi zrobić. Więcej czytać, mniej patrzeć w telefon, chodzić na spacery. Podkreślił „zwolnić” i zaraz sprawdził w telefonie, czy przesyłka z nową poduszką już jedzie.
Potem przyniósł książkę. Położył ją na stoliku, przesunął dynię, poprawił kubek. Usiadł, wstał po skarpetki, wrócił po ładowarkę. Na ekranie znalazł jeszcze listę książek, które warto przeczytać jesienią. Jego własna czekała otwarta. Mogłam pilnować jej strony, ale właśnie zwolniło się ciepłe miejsce.
Wreszcie dotarł na kanapę.
Wieczorem usiadł na dłużej. Wzięłam swój kawałek pledu, resztę mógł naciągnąć na kolana. Otworzył książkę i zaczął mnie głaskać. Za oknem nadal padało. Wreszcie mogłam zasnąć bez konieczności ciągłego przejmowania jego miejsca.
Po kilku stronach przestał czytać. Głowa opadła mu na oparcie, ręka została przy moim uchu. Nie budziłam go. Odpoczywał całkiem dobrze, kiedy już przestał się do tego przygotowywać.
Werdykt Fredzi
Ten sam kotRano nalał kawy do starego kubka, bo nowy był w zmywarce. Na pledzie została moja sierść, a książka miała zagięty róg. Wczoraj wszystko nadawało się do zdjęcia. Dzisiaj było już używane. Zaczynało mi się podobać.
Przy śniadaniu otworzył notes. Przeczytał „zwolnić”, popatrzył na mnie i zamknął go bez dopisywania czegokolwiek. Pled przejęłam wcześniej. Tym razem człowiek zdążył zająć swoją połowę.
