Kiedy światło w całym mieszkaniu zgasło
Zgasła lampa, ucichł telewizor. Człowiek zaczął sprawdzać, co nie działa. Ja zostałam na fotelu. Fotel działał.

Zwyczajny wieczór
Człowiek oglądał telewizję i jednocześnie patrzył w telefon. Nie wiem, po co włącza tak duży ekran, skoro najbardziej interesuje go ten mały. Ja leżałam na fotelu. Wybrałam jedno zajęcie i wykonywałam je porządnie.
Co jakiś czas podnosił wzrok i mówił do telewizora. Telewizor odpowiadał komuś innemu. Nie wtrącałam się. Ludzie mają skomplikowane znajomości.
Klik. Cisza.
Nagle zgasła lampa i ucichł telewizor. Człowiek powiedział coś krótkiego, czego nie będę tutaj powtarzać. Otworzyłam oczy. Nacisnął włącznik lampy, poczekał i nacisnął ponownie. Za drugim razem włożył w to więcej przekonania. Lampa pozostała przy swoim.
Zajrzał do przedpokoju, potem do kuchni. Tam też było ciemno. Wrócił i oznajmił, że nie ma prądu w całym mieszkaniu. Doceniam rzetelność. Sama nie schodziłam z fotela, więc moje ustalenia dotyczyły tylko salonu.
Dwie metody działania
Latarka była w szufladzie pod rachunkami. Człowiek świecił telefonem i wyjmował po kolei rzeczy, których od miesięcy nie potrzebował. Przez chwilę wyglądało na to, że przy okazji posprząta. Na szczęście znalazł latarkę.
Potem sprawdził bezpieczniki i przeczytał wiadomość od sąsiada. Sąsiad też nie miał prądu. Człowiek trochę się uspokoił i ruszył do okna. Poszłam z nim. Świecił latarką pod moje łapy. Wreszcie ktoś docenił, którędy należy prowadzić światło.

Przy szybie
Na podwórku ktoś wyprowadzał psa. Pies obwąchiwał ten sam krzak już trzeci raz. Człowiek zapytał, na co tak patrzę. Pokazałabym mu, ale właśnie wyjął telefon, więc uznałam, że ma własny krzak.
Po chwili schował telefon i usiadł obok. Zrobiłam mu trochę miejsca, chociaż nie zmieściłby się na parapecie. Oparł rękę przy mojej łapie. Przysunęłam się. Zapytał, czy ten pies chodzi tędy codziennie. Codziennie. Człowiek mieszkał tu równie długo jak ja, a dopiero teraz poznawał program wieczorny.
Zapytał, na co tak patrzę. Chwilę później patrzył już ze mną.
Powrót do normy
Zapaliła się lampa, lodówka zaczęła buczeć. Człowiek od razu wstał. Najwidoczniej prąd zasilał też jego potrzebę chodzenia po pokoju. Sprawdził router, nastawił wodę i znalazł pilota.
Zanim włączył telewizor, spojrzał na mnie. Wciąż siedziałam przy oknie. Pies już poszedł, ale pod krzakiem coś się poruszyło. Wieczór miał jeszcze program.
Następnego wieczoru
Następnego wieczoru prąd był. Człowiek nastawił wodę, wziął kubek i przyszedł do okna. Zapytał, czy jest ten pies. Jeszcze go nie było. Czekaliśmy. Pilot został na kanapie, dokładnie tam, gdzie człowiek zawsze go potem szuka.
Kiedy pies wreszcie wyszedł zza rogu, człowiek powiedział „jest”. Nie musiałam patrzeć w jego stronę. Pierwszy raz od dawna wiedziałam, na co patrzy.
